Jesteś tutaj: Start / AKTUALNOŚCI / in memoriam...

in memoriam...

  • Drukuj zawartość bieżącej strony
  • Zapisz tekst bieżącej strony do PDF
4 października 2019

Zmarł mój nauczyciel z ogólniaka. Nauczyciele są różni, niektórzy zatruwają życie uprzedzeniami, inni irytują brakiem powołania lub kompromitującą niewiedzą, jeszcze inni okazują się jedynie pozycją do zaliczenia, ale on należał do tych, o których długo się pamięta i dobrze ich wspomina. Janusz Dregier był barwną postacią I LO im. Gen. J. H. Dąbrowskiego w Kutnie – to już samo w sobie ułatwia robotę naszym zwojom mózgowym i warto mu poświęcić te kilka akapitów...

Paradoks polega na tym, że zmarły pedagog uczył przedmiotów, które nie były moją pasją, ale nie było w nim ani odrobiny winy, że tą pasją się nie stały. Z wychowania fizycznego zawsze byłem antytalentem, a na przysposobienie obronne autorzy ówczesnych programów nauczania nie mieli pomysłu (albo odwagi do zmian). Zamiast bawić się eksponatem radiostacji pamiętającym Gomułkę i wkuwać definicję broni samopowtarzalnej praktyczniej jest nauczyć się strzelać. Tylko że decydentom pewnie się to źle kojarzyło, albo ich horyzonty tego nie obejmowały, więc przysposobienie obronne zapamiętałem jako naukę bandażowania i zakładania masek przeciwgazowych.

Jeśli ktoś znający mojego byłego wuefistę wzruszy ramionami i powie: Marcin, przecież to prawda znana od lat, że tych wymagających nauczycieli docenia się najbardziej, to odpowiem, że to nie jest oczywiste. Ten wymagający musi jeszcze posiadać cnotę sprawiedliwości, aby zasłużyć na sympatię. Sor Dregier był bez wątpienia obiektywny i miał swoje zasady. Zdziwienie pomieszane z irytacją wzbudzało stawianie ocen bez plusów i minusów (twierdził, że to niepotrzebna komplikacja, która mu utrudnia potem wystawianie oceny semestralnej i rocznej), a z kolei uznanie budował konsekwentny wymóg podania uzasadnienia przez ucznia, gdy ten nie zgadzał się z wystawioną notą. Ot, taka skromna cegiełka do budowania jakości rozmowy przez pana od dbania o kondycję fizyczną.

Wzbudzał podziw swoim wyszkoleniem. Pamiętam zajęcia z robienia tzw. gwiazdy (przerzut bokiem). Sprawiało to większości (wszystkim? nie pamiętam już tego…) dużą trudność, więc ktoś zniecierpliwiony rzucił: a może sor sam zrobi? No i zrobił. Pan po pięćdziesiątce z niezłym brzuszkiem zrobił prawidłową gwiazdę, za co zebrał oklaski, a kilku chłopaków rzuciło się zbierać drobiazgi, które wypadły mu z kieszeni podczas robienia tej akrobacji. Były też inne, nie mniej efektowne jego umiejętności. Z rzadka robił na przerwach pokazowe rozgrywki z klasami, które za chwilę miały mieć z nim zajęcia. Stawał sam przeciw wszystkim i wygrywał w pojedynkę w kosza lub siatkę (oczywiście przysługiwały mu trzy odbicia, a nie jedno, bo sam był całą drużyną). Prawdziwy pasjonat, o co nikt obcy by go nie podejrzewał, bo jak podejrzewać łysego pana z zaczeską i brzuszkiem, że jest bardziej wysportowany od licealistów? Jego nekrolog mnie zdziwił, gdyż wielokrotnie widziałem, jak spędzał emeryturę na rowerze. Spodziewałem się, że będzie żył dłużej niż 76 lat.

 

 

Marcin Motylewski, matura 1995

Galeria

  • Powiększ zdjęcie